Pierwszy łyk: w ciemno raz!

Nie znoszę degustacji w ciemno. Tak, wiem, to duża część mojego zawodowego życia. Nie ma innej szansy na sprawiedliwe ocenienie win na konkursach czy podczas paneli degustacyjnych. Trudno o obiektywizm, gdy znamy producenta i choćby podświadomie kierujemy się przy ferowaniu wyników sympatią bądź antypatią wobec winiarza, apelacji lub regionu.

Wielokrotnie przekonywałem się o zasadności degustacji w ciemno. Wiele lat temu, w czasie panelu degustacyjnego Magazynu Wino gościliśmy pewnego znanego wówczas importera win. Ten zastrzegał się, że jego obecność w czasie próby nie ma sensu, bo doskonale zna wszystkie swoje wina i rozpozna je – w ciemno czy w jasno. Mylił się zawsze o jedną butelkę, wychwalając konkurencję i mieszając z błotem własne flaszki. Pewnego razu wyznający zasadę blind tasting never lies Wojtek Bońkowski podał nam bez uprzedzenia, najpierw w jasno, a potem w ciemno jedno z czołowych i ukochanych przez nas win portugalskich. Efekt był przewidywalny: achy i ochy w jasno, sporo powściągliwości w ciemno. A degustowaliśmy to samo wino, z tej samej butelki, obie próby dzieliła zaś może godzina. No i co? Dalej degustacji w ciemno nie znoszę.

fot. tpb

Wino zawsze jest dla mnie częścią szerszego kontekstu. Lubię skojarzyć fakty, odczytać charakterystyczne (albo zaskakujące, oryginalne) smaki w odniesieniu do lokalizacji winnicy, typowości regionu czy apelacji, wreszcie – temperamentu winiarza. To część pewnej układanki, w której sam zapach i smak są tylko elementami, które należy czytać pamiętając o pozostałych.
A jednak – dałem się namówić. W doborowym, choć przypadkowym gronie degustatorów, w dniu swych urodzin, wziąłem udział w organizowanych przez zacny francuski tytuł La Revue du Vin de France Mistrzostwach Świata w Degustacji w Ciemno. I tak jakoś wyszło, że… wraz z kilkoma kompanami reprezentowałem Polskę.

Akcja filmu toczy się na Lazurowym Wybrzeżu, październikowe słońce błyska w odległym morzu. Wokół świetnie przygotowane, zgrane zespoły, nierzadko w narodowych barwach, zawczasu przygotowanych jednolitych trykotach. W teamie francuskim sami mistrzowie kraju, do drużyny szwedzkiej aplikowało podobno kilka tysięcy osób. Są przedstawiciele niemal wszystkich najważniejszych krajów produkujących wino. My widzimy się w pełnym składzie może raz trzeci w życiu i choć wszystkie te trzy razy polegały na miłym piciu dobrych win, trudno mówić o jakimkolwiek profesjonalnym treningu. Biało-czerwona powiewa na stoliku, a doświadczony sommelier nalewa już pierwszą z dwunastu próbek. Na każdą mamy ok. 20 minut. Rozstrzał propozycji jest z początku potężny. A trzeba rozpoznać odmianę, kraj, apelację, region i, jak się da, producenta. Idzie nam