My name is Lucca

Win z DOC Colline Lucchesi trudno spróbować nawet w samej Lukce. Warto ich jednak poszukać, bo klasa i złożoność niektórych wyjmuje je zdecydowanie poza nawias wakacyjnej ciekawostki.

Lukka to małe miasto. Przybywających tu, jak ja, pociągiem wita kiosk-namiot z kanapkami z mortadelą, grappą i kawą. Kameralny dworzec stoi przy placu Bettino Ricasoliego, jednego z pierwszych premierów Włoch znanego z opracowania nowoczesnej formuły kupażu chianti. Lukka ma jednak innego bohatera. 22 grudnia 1858 r. urodził się tu, przy Corte San Lorenzo, Giacomo Puccini. Z rodzinnego domu do katedry San Martino miał jakieś 7 minut piechotą. Rodzina Puccinich miała w niej dziedziczne prawo do stanowisk organisty i chórmistrza, a małego Giacomo do tej pierwszej roli nawet przyuczano. Przyszły twórca „Toski” miał zresztą w młodych latach – jak pisze S. Jackson w biografii „Monsieur Butterfly. The Story of Puccini” – grać zarówno w kościołach, jak i kasynach zapewniając muzykę klasztorowi i… burdelowi. Śladów Pucciniego jest sporo, zwłaszcza wokół rodzinnego domu – prócz muzeum poświęconego kompozytorowi mamy jego pomnik, hotel Puccini, restaurację Puccini, osterię Tosca i bistro Boheme.

Piazza del Mercato wybudowany na gruzach rzymskiego amfiteatru fot. agriturismoterrarossa.com

Piazza del Mercato wybudowany na gruzach rzymskiego amfiteatru fot. agriturismoterrarossa.com

Starówka otoczona jest liczącymi ponad 4 km murami zbudowanymi na planie wielokąta. Jeszcze przed narodzeniem Pucciniego Maria Luiza de Bourbon kazała przekształcić je w park miejski Dziś szczytem biegnie trasa spacerowa. Być może dlatego ścisłe centrum sprawia wrażenie nieco klaustrofobicznego – otoczone murami, wybudowane na regularnej, ciasnej siatce ulic dawnej rzymskiej kolonii, z jajowatym Piazza del Mercato powstałym w miejscu dawnego amfiteatru. Z lekka prowincjonalny charakter Lukki ma jednak swój urok, zwłaszcza, gdy porówna się go z zatłoczoną turystami nawet w lutym Florencją.

Przyjechałem tu trochę z nudów, trochę z ciekawości w piątkowe popołudnie, półpustym pociągiem ze stolicy Toskanii. Dyskretnie wtopiłem się w tłumek miejscowych rozpoczynających o tej porze niespieszną passeggiatę po ulicach Beccheria, Santa Lucia, Fillungo. Otoczony średniowiecznymi kamienicami Piazza del Mercato świecił za to pustkami, a jedynymi ludźmi byli nieliczni turyści fotografujący się na tle zamkniętych poza sezonem knajp. Wreszcie trafiłem do Bistro e Winebar des Arts przy placu San Giusto – przyjemnie zawalonego szpargałami, bibelotami, dziesiątkami starych zdjęć i pustych butelek ciepłego wnętrza prowadzonego przez parę sympatycznych gospodarzy noszących nie wiedzieć po co, idiotyczne kapelutki nie przystające do wnętrza. Przy marmurowym stoliku obok starsza para piła herbatę. Miałem w zasadzie wszystko, co było mi w tamtej chwili potrzebne do życia z wyjątkiem wina z Lukki.

W krótkiej karcie win na kieliszki była nawet valpolicella, brakło jednak choćby jednej flaszki sygnowanej DOC Colline Lucchesi czy leżącej po sąsiedzku apelacji Montecarlo, pal sześć, niechby i nieodległej Chianti Montalbano. Musiałem zaspokoić się bicchiere wcale zgrabnego, choć dość anonimowego (IGT Toscana) kupażu sangiovese i merlota, do którego na szczęście podano całkiem obfite przekąski w postaci oliwek, pane toscano i kilku plasterków finocchiony, aromatyzowanej koprem włoskim wieprzowej kiełbasy. Za 4 euro to zupełnie dobry zestaw.

Colline Lucchesi fot. Tenuta di Valgiano

Colline Lucchesi fot. Tenuta di Valgiano

Opuszczałem jednak Lukkę niespełniony. I nie chodziło nawet o to, że w słuchawkach zabrakło mi akurat choćby kilku arii z „Manon Lescaut” czy „Turandota” (nie mówiąc o niechby menuecie innego syna tego północnotoskańskiego miasta, starszego o ponad sto lat od Pucciniego Luigi’ego Boccheriniego). Nie miałem wielkich oczekiwań po Colline Lucchesi, a jednak chciałem się przekonać co bliskość morza, oparcie w Apeninie Toskańskim i odmienny niż w środkowej części regionu klimat robią tu z sangiovese. A może po prostu miałem ochotę postawić ptaszek przy kolejnej mikroapelacji z adnotacją: zaliczone.

Udało się już następnego dnia, choć dopiero we Florencji. Doroczna degustacja nowych roczników Anteprime Toscane rozpoczynała się, jak zawsze, od próby win z pomniejszych toskańskich DOC, takich jak Bianco di Pitigliano, Sovana, Elba, Maremma, Morelino di Scansano, Val d’Arno di Sopra czy Cortona. Nie zabrakło wśród nich 17 flaszek ze Wzgórz Lukkańskich, dzięki którym moja eskapada z poprzedniego dnia nabrała zupełnie nowego znaczenia.

Na dzień dobry dostałem się w ręce Laury di Collobiano stojącej za winami Tenuta di Valgiano. Winiarka pokazała mi wszystkie dostępne w czasie Anteprimy wina z okolic Lukki – zaczęliśmy od białych, wśród których uwagę zwracały słonawy kupaż chardonnay, vermentino i trebbiano Bianco dell’ Oca 2015 od Colle di Bordocheo, przede wszystkim jednak dwa czyste vermentino z 2015 r.: surowy, wodorostowo-skalny Vermignon z Tenuta Lenzini i jego zupełne przeciwieństwo – Palistorti di Valgiano Bianco z Tenuty di Vagliano, wino o aromacie dojrzałych jabłek, mirabelek, ale też morskie, słone, mineralne.

Laura di Collobiano fot. Tenuta di Valgiano

Laura di Collobiano fot. Tenuta di Valgiano

Prawdziwa jazda zaczęła się jednak przy winach czerwonych. W moich opisach powtarzają się nawiązania do chrupkiej czereśni, świeżej, soczystej wiśni. Degustowane przeze mnie wina z okolic Lukki charakteryzuje niezwykła pijalność, są lżejsze niż większość chianti classico, mają za to ciekawszą materię i, przede wszystkim, aromaty niż poważna część „zwykłych” chianti. To wina swoiście lekkie, pachnące, radosne, stworzone do biesiady. Jedno z najpoważniejszych, I Pampini 2013 od Fubbiano łączyło aromaty wiśni i fiołków, miało strukturę przypominającą poważne nebbiolo, wapienny posmak, było złożone i wyraziste. Nawet kupaż merlota i caberneta sauvignon Rosso Flora 2013 z La Badiola miał oryginalny, w jakiś sposób nawiązujący do pozostałych, opartych na sangiovese win.
Warto wspomnieć o wspólnym projekcie trzech producentów, Colle di Bordocheo, Fattoria Maionchi i Fattoria Sardi, którzy wyprodukowali wspólnie przeciekawe Mille 968 kupażując wina z trzech różnych siedlisk wokół Lukki. Największe wrażenie zrobiło na mnie jednak wino z Fabbrica di San Martino, kupaż sangiovese z ciliegiolo, canaiolo i colorino, skoncentrowany, aromatyczny i jednocześnie o burgundzkiej niemal zwiewności.

Najlepszy... fot. Fabbrica di San Martino

Najlepszy… fot. Fabbrica di San Martino

Pijąc wszystkie te wina wiedziałem, że wrócę. Może nawet nie tyle do samej Lukki, co nad brzegi opływającej miasto rzeki Serchio, do Pescii, Villa Basilica, Capannori i Porcari wyznaczającej granice wschodniej strefy DOC Colline Lucchesi i do Pescaglii i Massarosy na zachodzie. Wrócę na spotkanie z Laurą i innymi winiarzami z gliniasto-żwirowych winnic u stóp Apeninów, twórców win doskonale pijalnych i nieznanych chyba nawet w samej Lukce.

11 godnych uwagi win z okolic Lukki

Colline Lucchesi 2013, Fabbrica di San Martino
I Pampini 2013, Toscana, Fubbiano
Rosso Flora 2013, Toscana, La Badiola
Mille 968 2013, Colline Lucchesi, Colle di Bordocheo/Fattoria Maionchi/Fattoria Sardi
Palistorti di Valgiano Rosso 2015, Colline Lucchesi, Tenuta di Valgiano
Sebastiano 2014, Colline Lucchesi, Fattoria Sardi
Arcipressi 2015, Colline Lucchesi, Fabbrica di San Martino
Bordocheo Rosso 2015, Colline Lucchesi, Colle di Bordocheo
Casa e Chiesa Merlot 2014, Colline Lucchesi, Tenuta Lenzini
Villa Sardini 2015, Colline Lucchesi, Pieve Santo Stefano
Palistorti di Valgiano Bianco 2015, Toscana, Tenuta di Valgiano

Tymczasem, z braku win z Lukki na półkach polskich sklepów posłucham Pucciniego…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.