Porzućcie strach

Na zdjęciu jest ich dwoje. Siedzą na ławce wspartej o szary, kamienny mur. On – wysoki, przystojny, młody brunet; ona – zasuszona staruszka w nieokreślonym wieku. Miejsce akcji to Porrera – maleńkie, uśpione miasteczko w zachodniej części Prioratu, zaskakująco puste i ciche, jak na sławę, którą cieszy się wśród miłośników win ikonicznych.

On nazywa się Albert Costa Miralbell i jest enologiem w legendarnej winiarni Vall Llach, tej samej, którą 23 lata temu zakładał Luís Llach, znany w Polsce przede wszystkim jako autor L’Estaki, pieśni, którą już jako Mury wyśpiewał w początku lat 1980. Jacek Kaczmarski.
Ona to musi być Catalina. Albo Matilda, może Joaquina. Pierwsza skończyła 103 lata i słynie w Porrerze z tego, że po północy lubi polewać wodą z gumowego węża hałaśliwych turystów w restauracyjnym ogródku, powyżej którego mieszka; dwie ostatnie są wciąż przed dziewięćdziesiątką. Wszystkie trzy mieszkają w Porrerze od zawsze, dzieląc jej los, który wreszcie zdaje się do nich uśmiechać.

103-letnia Catalina, mieszkanka Porrery i Albert Costa, enolog Vall Llach fot. archiwum Alberta Costy

103-letnia Catalina, mieszkanka Porrery i Albert Costa, enolog Vall Llach fot. archiwum Alberta Costy

Kiedyś, w zagubionym w górach Monsantu miasteczku mieszkało 2000 osób. Kiedyś – znaczy przed filokserą. Gdy pod koniec XIX w. niszczycielska mszyca pożarła także winnice Prioratu, ludność Porrery została zdziesiątkowana. Tylko desperaci chcieli zostać w głębokiej, odciętej niemal od świata dolinie. Po hiszpańskiej wojnie domowej ci, którzy zostali, zaczęli uprawiać orzechy laskowe. Miasteczko odżyło, choć na krótką chwilę. Już w latach 1980. nie było w stanie sprostać konkurencji tanich orzechów z Turcji. W Porrerze zostało raptem 200 osób.

Mniej więcej w tym samym czasie, w sąsiednim Gratallops René Barbier i Álvaro Palacios zaczęli przesadzać winnice, odkrywać stare siedliska i robić pierwsze nowe wina Prioratu, które wkrótce miały zadziwić świat. Jednymi z pionierów regionu stali się także Enric Costa i Luís Llach, którzy przybyli do Porrery z misją. Gdy na początku lat 1990. otwierali winiarnię Vall Llach, przyjęli założenie, które zmieniło życie miasteczka – z dnia na dzień podnieśli kilkukrotnie cenę skupu winogron, co diametralnie zmieniło sytuację ekonomiczną kilkudziesięciu miejscowych rodzin, a z czasem i całego regionu. Płacić było warto, bo pozostające w rękach starych mieszkańców Porrery trossos, kilkudziesięcioletnie parcele rosnących na łupkach cariñeny i garnachy dawały owoce niezwykłej jakości. Costa i Llach, choć sami, co trudno sobie wyobrazić, nie pili wina, potrafili przekuć tę jakość w legendę nowego Prioratu. Do dziś jedno z win Vall Llach, Idus, robione jest wyłącznie z gron kupowanych od lokalnych rodzin.

Winnice wokół Porrery fot. tpb

Winnice wokół Porrery fot. tpb

Porrera i teraz sprawia bardzo senne wrażenie. Poza sezonem i weekendami ludzi spotkać można jedynie przed Barem Priorat na Plaça de Catalunya, gdzie w budynku starego kościoła mieści się także część winiarni Vall Llach. A jednak: 23 lata po przyjeździe Costy i Llacha zamiast jednej, jest w miasteczku 17 winiarni, 80 miejsc noclegowych, kilka restauracji, a liczba mieszkańców podwoiła się. Zmarłego kilka lat temu Enrica zastąpił jego syn Albert, który zajmuje się nie tylko Vall Llachem, ale eksperymentuje też w ramach własnego projektu Clos l’Asentiu. W 2014 roku wypuścił serię trzech win Dones (Kobiety), dedykowaną sędziwym mieszkankom Porrery. Czerwonemu dał imię Cataliny, różowemu Matildy, białemu zaś Joaquiny. To ostatnie tłoczy z rzadkiej, odnalezionej w starych winnicach odmiany escanyavella. Jej nazwa oznacza dosłownie „dusiciela starych wdów”. Kobiety zbierające w czasie winobrania czerwone owoce cariñeny i garnachy, znajdując pojedyncze krzewy escanyavelli ogołacały je z owoców, które zjadały – białe grona były nieprzydatne przy produkcji czerwonego wina. Tyle że odmiana ma grube skórki i dones często się nimi dławiły.

Catalina, Matilda i Joaquina przeżyły. Ich imiona trafiły na butelki win Alberta. Ze sprzedaży każdej flaszki dwa euro przeznaczone są na fundusz starszych mieszkańców Porrery zarządzany przez lokalne władze.

Rynek w Porrerze fot. tpb

Rynek w Porrerze fot. tpb


Gdy w początkach kwietnia stałem z Albertem nad mapą Prioratu, młody winiarz pokazał mi oddaloną o kilka kilometrów od miasteczka dolinę. – Najpierw ludzie mieszkali tam – opowiadał. – To było mroczne miejsce, często nawiedzane przez wilki. Straszne – dodał Costa. Mieszkańcy postanowili przenieść siedlisko w bardziej otwarte miejsce, gdzie spotyka się kilka potoków. Tak powstała Porrera, co po katalońsku oznacza tyle, co „zostawić strach za sobą”. Także w nowej osadzie miejscowi przeżyli wiele trudnych chwil. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że dziś, w dużej mierze dzięki winu, mają swe najlepsze dni, a strach porzucili w ciemnych dolinach.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.