alvarinho, nie albariño

To rozróżnienie jest ważne nie tylko wtedy, gdy nie chcemy wkurzyć kilku Portugalczyków.

O galicyjskim albariño pisał w numerze 2/2012 Magazynu WINO Andrzej Daszkiewicz, umiejscawiając je w pół drogi między rieslingiem a viognier, wspominając o mniejszej niż rieslingowa kwasowości, swoistej tłustości i brzoskwiniowym aromacie win produkowanych z tej odmiany. Słodkawe brzoskwiniowe nuty nie są tak oczywiste w portugalskim alvarinho z Minho, które częściej raczy nos nutami cytrusa, jabłka i gruszki, ukazuje w pełnej krasie swoje goryczkowe tendencje, a podniebienie wystawia czasem na ciężką próbę kwasu i soli, nagradzając jednak mineralnym akcentem (o mineralności ciekawie pisze Ewa Wieleżyńska). Próba to perwersyjna i przyjemna, a przynajmniej taką zdaje mi się, kiedy wspominam ją znad kieliszka mocarnego sagrantino, pisząc te słowa.

Fotografujecie hiszpańską stronę i mówicie, że to Portugalia | fot. er

W tym kontekście popularność hiszpańskiego albariño może alvarinho zaszkodzić, zbudować poczucie, że wina z północy Portugalii nie dorównują galicyjskiemu modelowi.

To rozróżnienie, choć mowa wciąż o jednym szczepie, jest istotne z powyższego i kilku innych powodów: hiszpańskie albariño od pewnego już czasu jest obciążone statusem wina modnego, o alvarinho mówi się natomiast głównie w czasie przyszłym. Moda na alvarinho nabiera rozpędu i, choć nasadzenia tego szczepu w portugalskim Vinho Verde są znacznie mniejsze niż loureiro (610 versus 1026 ha), a na plecach może czuć gorący oddech arinto (500 ha), o tyle zdaniem  portugalskiego enologa, Luisa Cardeiry (Quinta de Soalheiro), to właśnie alvarinho jest czarnym koniem regionu, zdolnym dźwignąć furmankę pełną trajadury, loureiro, arinto i avesso. Alvarinho jest przyszłością Vinho Verde.

Luis Cardeira (Quinta de Soalheiro) podkreśla, że albariño i alvarinho to dwa różne style win, dlatego warto nazywać każde z nich właściwym imieniem. | fot. er

Alvarinho, podobnie jak albariño, zwykło się pić jako wino młode (mniej więcej do 2 lat po zbiorach) i tym samym świetnie wpisuje się ono w ogólną charakterystykę win zielonych. Od tej reguły są wyjątki: degustacja kilku roczników alvarinho z Quinta de Soalheiro z Melgaço (subregion Vinho Verde) – najbardziej na północ wysuniętego obszaru Portugalii, w którym, z powodu górskiej bariery, panuje specyficzny mikroklimat, pokazała dobitnie, że zielone wina na bazie alvarinho mogą doskonale rozwijać się w butelce.

Młodziutkie Soalheiro Alvarinho 2011 (100% alvarinho, 12,5% alk.) ma nos trawiasto-cytrusowy, świeży, po chwili – kwiatowy. W ustach lekkie, odświeżające, kwasowe – daje dużą radochę. W bukiecie Soalheiro Alvarinho 2010 (100% alvarinho, 13% alk.) pojawia się więcej słodyczy, przy czym jest to słodycz cytrusa (grapefruit, pomarańcza), a nie kwiatu. Soalheiro Alvarinho 2009 to wino z klasycznego tutaj rocznika: jest dość krągłe w ustach, nie traci świeżości, jest eleganckie, o skoncentrowanym aromacie cytrusów i grapefruitowym posmaku.  2008 versus 2007 to przewaga kwasu i cytrusów w winie młodszym (100% alvarinho, 12,5% alk.), a zapachu brzoskwini i ziół w winie starszym (100% alvarinho, 12,5% alk.).

W roczniku 2004 (100% alvarinho, 12,5% alk.) zaskoczyła mnie niezwykła kamienność i świeżość wina, które w ustach wydało się miękkie i powietrzne. Soalheiro Alvarinho 2001 miało natomiast kolor żółtego złota, nos cytrusowo-naftowy, ciut gryki. W ustach było wciąż dobrze kwasowe, pikantne, soczyste i bardzo, bardzo pijalne.

Wciąż żywe verde (Quinta de Soalheiro) | fot. er

Choć degustowany podczas obiadu rocznik 1998 był już nieco utleniony, aromatycznie bliski zwapniałym jabłkom, schodzący, to jednak wciąż dawał sporo radości, wynikającej nie tylko z możliwości obcowania z tak wiekowym vinho verde, ale i z żywej wciąż kwasowości. To szlachetny dowód na to, że dla porządnego alvarinho dziesięć lat jest granicą bezpieczną, ale można poczekać i chwilkę dłużej.

Degustowałam na zaproszenie Quinta de Soalheiro oraz firmy Atlantika.

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Portugalia i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „alvarinho, nie albariño

  1. Pingback: Vinho Greenho | Blog Tomasza Prange-Barczyńskiego

  2. Wujek Dobra Rada pisze:

    Świetny tekst. Szkoda że Luis Cardeiro nie wytłumaczył różnicy między grapefruitem a grejpfrutem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>