Telmodrama – opowieść o winie

Śniły mi się rzezimieszkowate ulice Madrytu nocą, a może, by powiedzieć z większą precyzją, oddającą nastrój tej sennej mary, w czasie gdy noc przepoczwarza się w dzień. Sceny i makijaże dziwaczne jak u wczesnego Almodovara. Nie wiem czy możliwe jest odczuwanie zapachu we śnie, ale ciemne zakamarki wydalały woń nocnego życia: mieszankę tytoniu, marihuany, wymiocin, moczu oraz taniego seksu, ale na szczęście było wietrznie i ten zapach miasta wydał mi się znośny, a na pewno bardzo szczery. Wokół, dokąd sięgał mój wzrok, dogorywały znaczone balangą kukły, część półprzytomna, część jakby martwa, nieruchoma, często w homoseksualnym uścisku. Przy wystawionym na chodnik stoliku, w jakimś zmęczonym nocą barze, w asyście drag queens i dziwek na fajrancie, degustowałam wino. Bóg jeden wie, czemu były to wina Compañía de Vinos Telmo Rodríguez – w swym ogóle na wskroś normalne, nie pasujące do kuriozalnego krajobrazu, choć w pewien sposób Telmo Rodríguez i Pablo Eguzkiza biegną do celu, jak jeden z bohaterów mojego ulubionego almodrama, by w jednej chwili wykiwać widza i nadal biec, owszem, ale uciekając od czegoś. Inny związek, jaki dostrzegam, to fakt, że Telmo mieszka w Madrycie. Zresztą być może wcale nie ma tu metafory – może to po prostu pretekst, by o tych winach napisać.

Gdzie są ukryte skarby | fot. cvtr

Przypomniałam sobie o winach Compañía de Vinos Telmo Rodríguez podczas niedawnej wizyty w Ribera del Duero i Toro, kiedy miałam okazję spróbować Matallana 2010 i 2005 – bardzo ekspresyjnych, eleganckich riber, pachnących mięsem i fiołkami, z wyrazistym, lecz nie przegotowanym owocem; świeżych, o ciepłym, gładkim garbniku. Z kolei Pago la Jara 2009 – mięsno-owocowe, dzikie, kamienne – polecam wszystkim, którzy nie wierzą w Toro. Będą nawróceni.

Pago la Jara. Przesmaczne Toro | fot. cvtr

Proszę wybaczyć, pominę winiarskie umocowanie kształconych w Bordeaux dwójki przyjaciół – Telmo Rodrigueza i Pablo Eguzkizy – to fakty w zasięgu kilku kliknięć w google. Podoba mi się ich pionierskie podejście, wiara w lokalność i tradycję, imponuje determinacja, z jaką działają od wielu lat, przemierzając mniej lub bardziej zapomniane zakątki rozległej Hiszpanii w poszukiwaniu win, które były, a których już nie ma. Podoba mi się nonszalancja, z jaką podchodzą do swoich projektów, olewczy wręcz stosunek do dizajnerskich winiarni i praca na kupionym (dziś już nie tylko) owocu w wynajętych za rozsądne pieniądze budynkach. Ważne też jest, że w Hiszpanii, która produkuje sporo win technologicznych, bez skazy i bez charakteru, Telmo i Pablo robią wina w sposób zupełnie normalny: zaczynając od możliwie najlepszego owocu z możliwie najlepszego siedliska, przy ostrożnym działaniu w winiarni. I choć wytwarzanie wina w rozmaitych regionach to dziś nie pierwszyzna, to jednak 20 różnych win w 10 różnych apelacjach robi wrażenie, zwłaszcza, gdy ich ogólny poziom (tu można wrzucić do jednego worka Toro i Rias Baixas…) jest bardzo dobry.

Kolory. Jeden z powodów, dla których warto odwiedzić Rioję jesienią | fot. er

Romantycznemu dążeniu do tworzenia win posiadających lokalną duszę – to nie przypadek, jak sądzę, że pierwsze wino Telmo i Pablo nazwano Alma, z hiszp. dusza, win z biodynamicznych upraw, wyłącznie z lokalnych rodzimych odmian, ale też win będących w zasięgu portfela, egalitarnych, towarzyszy biznesowa metoda. Comapañía de Vinos Telmo Rodríguez (dalej: CVTR) nie zaczyna od kupna ziemi i postawienia winiarni na miarę ósmego cudu świata, lecz od pracy z lokalnymi winogrodnikami, szukania winnic prowadzonych w tradycyjny sposób (na głowę), kupowania i poznawania owocu. Tak zresztą produkowane jest jedno z najpopularniejszych win CVTR: soczysta, prosta i przesmaczna Basa z DO Rueda (niegdyś verdejo + viura + sauvignon blanc, a od niedawna bez tej ostatniej odmiany). Dopiero następnym krokiem jest wyprodukowanie wina bardziej złożonego, bogatszego, trudniejszego w odbiorze. Trzymajmy się przykładu Ruedy: tu będzie to cięższe, bardziej zbudowane El Transistor, wino o kredowej, matowej końcówce, cytrusowej kwasowości, tłustawe, mineralne.

Przestrzenny krajobraz Toro | fot. Jason Orton, cvtr

Szczególnie widoczna wydała mi się ta praca u podstaw, a także ogromny entuzjazm producentów, podczas mojej ostatniej wizyty w osławionej DOCa Rioja – apelacji ogromnej i nieheterogenicznej, w której od lat winiarski dyskurs oscyluje wokół beczki (o czym piszę więcej w najbliższym wydaniu MW). Z lewa moderna, z prawa – tradycja; albo odwrotnie. Beczka taka, beczka śmaka, reserva, gran reserva i dużo niedobrej (no, dobrej też w sumie) crianzy. Winnic tu dostatek, lecz mało kto sili się na refleksję nad terroir – trudno się zresztą dziwić, skoro jeszcze nie tak dawno nie można było legalnie produkować wina komercyjnego ze znakiem crianza/reserva/gran reserva, nie posiadając minimum 500 dębowych beczek i wytwarzając mniej niż 2200 helktolitrów. Ziemia, siłą rzeczy, była trochę mniej istotna.

Nowoczesna historia Riojy kręci się głównie wokół beczki | fot. er

Rioja z Compañía de Vinos Telmo Rodríguez nie stroni od beczki, ale też nie poddaje się jej terrorowi. Fermentowane są spontanicznie, ale różnie: soczyste LZ (z owoców od współpracujących winogrodników) w cemencie i tamże starzone; Lanzaga (własne winnice) w cemencie, by trafić do foudres i barriques na rok z haczykiem (bez presji, bo nikogo tu nie interesuje znaczek crianza i wyżej), by dać wino średniej budowy, gibkie, świeże i soczyste, z lekkim uściskiem garbnika; Altos de Lanzaga, wino najelegantsze z tej trójki, fermentuje w dębie i dojrzewa podobnie do Lanzagi, choć kilka miesięcy dłużej. Dobry owoc i rozsądna winifikacja – oto domniemani ojcowie sukcesu.

Czasem słyszę, że Rioja to najbrzydsza apelacja świata. Nie zgadzam się. | fot. Jason Orton, cvtr

O innych winach CVTR już pisałam, a idealny rozmiar notki blogowej nie pozwala omówić różnorodnej oferty: od lekkiego verdejo, przez różne twarze tempranillo, aż do moscatela z Malagi. Trudno mi jednak nie polecić uwadze Czytelnika tego producenta. Jednego z bardzo niewielu, którzy pokazali mi w Rioja winnicę.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Telmodrama – opowieść o winie

  1. Pani Ewo, a czy w Polsce można gdzieś dostać te wina?

  2. Ewa Rybak pisze:

    Witam,
    na pewno kiedyś wina Telmo Rodrigueza dystrybuowała Atlantika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>