Vallado, czyli wiele hałasu o coś

Wiele hałasu o tę żółtą etykietkę | fot. winoioliwa.com

Pewien sklep z owadem w nazwie sprzedaje portugalskie wino, które od lat dostępne było w ofercie pewnego znanego importera. W kontekście utyskiwania na agresywne działania krwiożerczych dyskontów – głównie w tych miejscach w sieci, które ukochały sobie wybiórczo rozdmuchiwać takie kontrowersyjki do rozmiaru katastrofy – dosyć zabawny wydaje się fakt, że Mielżyński (bo o niego jak już wszystkim wiadomo chodzi) sprzedał już swoje zapasy Vallado 2011. Zajęło mu to niespełna 2 tygodnie od pokazania przez Biedronkę tego asa w winiarskim rękawie.

Zyskało na tym samo wino: jest w ostatnim czasie na ustach wszystkich. To bardzo dobrze, bo warte jest uwagi; po tym, jak Vallado Tinto pojawiło się w dyskontowej gazetce, w recenzjach na blogach często przewijała się informacja, że jest to wino, które nadaje się do przechowywania (np.: tu, ale także w moim wpisie blogowym). Gruchnęły też zdziwienia i pytania: jak długo pożyje w godnych warunkach domowych to wino z dyskontu? Na to pytanie odpowiedź dał Mielżyński, organizując pionową degustację Tinto i Reservy.

Reserva od Vallado - smakowity kąsek | fot. winoioliwa.com

Vallado Tinto (tak 2011 od Mielża, jak 2012 z Biedry) ma pewną zaletę: daje dużą przyjemność z picia już teraz – warunek konieczny, jeśli idzie o wina z dyskontu, których gros trafia do ludzi kupujących wino do bieżącej konsumpcji – ale jednocześnie kilkuletnie przechowywanie zdecydowanie mu służy. Vallado Tinto to zawsze mieszanka touriga franca, touriga nacional, tinta roriz i sousão dojrzewająca w znakomitej większości w stalowych kadziach (około 20% kupażu to wino ze starych winnic starzone jest w używanych beczkach z dębu francuskiego przez około 16 miesięcy). W czasie degustacji cofnęliśmy się aż do rocznika 2008, w którym ta podstawowa czerwień z oferty producenta – 6 lat po zbiorach – jest winem żywym, głębokim i ciekawym, wciąż pełnym owocu. Największy potencjał do przechowywania pokazuje genialny 2011 – rocznik, o jakim zawsze marzą winiarze, bo produkcja była spora, a jakość doskonała. Mocno kwasowe, ale z garbnikiem i owocem, od którego ekspresji mógłby się uczyć Leonardo Di Caprio (pewnie wówczas dostałby w końcu Oscara). Nieco bledszy na tym tle jest rocznik 2010, ale nadal jest to wino, które przetrwa 4-5 lat w dobrych warunkach, choćby domowych (koniecznie w ciemnym miejscu nie narażonym na wahania temperatur, stosunkowo chłodnym, więc branża poleca najczęściej sypialnię…). Warto przy tym po raz kolejny podkreślić, że takiego krótkotrwałego przechowywania nie należy demonizować, dla krótkodystansowego zestarzenia kilku butelek Vallado nie trzeba od razu kupować profesjonalnej chłodziarki. Robert Mielżyński ma jeszcze kilka butelek dobrze wycenionego magnum 2010 – polecam uwadze. Degustacja Vallado Tinto 2008-2012 pokazała dobitnie powtarzalność tych win i potwierdziła, że to bardzo dobry wstęp do czegoś poważniejszego.

Vallado na ustach wszystkich | fot. winoioliwa.com

I właśnie w stronę tego poważniejszego chciałabym w tym miejscu skierować uwagę czytelnika. Quinta do Vallado Reserva urzeka głębią, koncentracją i powagą, stanowiąc doskonały przykład tradycyjnego douro, za którym tęskni się przy typowo kominkowej, deszczowej pogodzie. Pierwsze Vallado Reserva powstało w 1999 roku. Degustowany w ubiegłym tygodniu 2011 to świeżynka w płaszczu potężnego kwasu i garbnika i marzę o tym, by wypić ją np. za lat dziesięć. Nieco lżejszy, choć podobnie kwasowy, jest młodziutki 2010, a pewien rozwój czuć już w 2009. Niespecjalnie urzekający i gorzej rokujący jest 2008 – wino z chłodniejszego rocznika o deszczowej wiośnie i zimnym lecie, bardziej ziemiste niż w roczniku kolejnym. Najbardziej podobał mi się jednak rocznik 2004, pachnący owocowo-grzybowo, ciut balsamicznie, o gładkim, pieszczotliwym garbniku i wyrazistej kwasowości – najstarsze z degustowanych win, świetne dziś, ale nadal do potrzymania. Czym Douro bogate, tym sypnęło. Warto podkreślić że także Reserva (u importera dostępny rocznik 2010) ma świetną, jak na tą klasę wina cenę.

Patrząc z mojej perspektywy, tak naprawdę to Biedronka wykonała kawał dobrej roboty dla popularyzacji oferty Mielżyńskiego | fot. winoioliwa.com

Biedronka wykonała kawał dobrej roboty dla popularyzacji oferty Mielżyńskiego. Niezależnie od jego własnych działań marketingowych – zwykle znakomitych, a często wręcz błyskotliwych (jak choćby właśnie obniżka ceny Vallado Tinto 2011) – teraz dzięki jednej z wielu ofert dyskontu w ciągu roku kalendarzowego, wszyscy którzy zainteresowali się tym tematem, przeczytali na ten temat w sieci, próbowali coś odnaleźć na ten temat wiedzą już o istnieniu pewnego warszawskiego importera. I kto jest górą?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii, degustacje, delikatesy, dyskonty, Portugalia i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Vallado, czyli wiele hałasu o coś

  1. Sławek Chrzczonowicz pisze:

    O co tyle hałasu? przecież ono nawet nie jest francuskie.

  2. Tomasz pisze:

    Pani Ewo,
    czy można leżakować to wino to jedna sprawa, druga to czy warto? Jak rozumiem jest wiele win, które praktycznie nie nadają się do picia dziś i dobre będą dopiero za parę lat. W takim przypadku leżakowanie jest nie tylko możliwe ale konieczne. Natomiast jeśli wino jest dobre już teraz, to prawdopodobnie bardzo mocno się już nie poprawi. Jeśli trafia się jakiś wybitny rocznik takiego wina to na pewno warto odłożyć kilka, kilkanaście butelek. Natomiast w Polsce coraz łatwiej kupić dobre wina pijalne już teraz, za rok będzie dostępne Vallado 2013, a może Biedronka sprowadzi jakieś inne, równie dobre. Czy Vallado 2012 będzie lepsze za rok? To jest pytanie, na które chciałbym uzyskać odpowiedź, a z tego testu niestety takiej odpowiedzi nie otrzymałem.

  3. Grzegorz pisze:

    Nawet po 17latach małżeństwa sypialnia nie jest w moim domu „stosunkowo chłodna” . O to trzeba dbac jak o…wino. Nie przegrzać ,nie przemrozić ,używać systematycznie ale z umiarem :)

  4. TPB pisze:

    Panie Tomaszu – ponieważ uczestniczyłem w tej degustacji i zadałem sobie dokładnie to samo pytanie co Pan, kilka słów ad vocem. Tak jak pisała Ewa, Vallado 2011 (a z innych degustacji wiemy, że także Vallado 2012) jest dobre do picia już teraz. I oczywiście zarówno producentowi, jak i dystrybutorom zależy raczej na tym byśmy pili je zaraz po zakupie (by kupić kolejną butelkę czy za chwilę – kolejny rocznik).
    Z drugiej strony – jeśli flaszka Vallado Tinto zawieruszy się nam gdzieś w piwnicy, to nie ma biedy: po dwóch, trzech, a nawet pięciu latach jest wciąż zdatna do picia – to duża zaleta „najprostszego” wina w portfolio producenta.
    I wreszcie strona trzecia – najważniejsza dla mnie w kontekście degustacji pionowej u Roberta Mielżyńskiego: nie zapominajmy o tych winomanach, którzy zwyczajnie nie mogą sobie pozwolić na kupienie drogiego wina predestynowanego do długiego starzenia (albo nie przekroczyli jeszcze bariery psychologicznej pozwalającej im wydać na flaszkę wina więcej niż przysłowiowe trzy dychy) i samego starego czy „starszego” wina nie znają. Vallado nie da oczywiście tej frajdy i sensacji na podniebieniu co dobrze dojrzały medok, burgund, barolo czy brunello, ale z czysto edukacyjnego punktu widzenia coś tam pokaże. Opisana przez Ewę degustacja udowodniła, że przy Vallado Tinto można się czegoś pozytywnego o starszych winach dowiedzieć.

  5. Ewa Rybak pisze:

    Sławku,
    pogadamy, jak Biedronka postawi na półkach jakąś Francję z oferty Winkolekcji ;)

    Panie Tomaszu,
    zgadzam się z Pana opinią o tym, że należy oddzielić dwie sprawy – czy wino nadaje się do starzenia i czy warto to robić. TPB był szybszy i odpowiedział wyczerpująco na Pana pytania. Moja odpowiedź byłaby taka sama.

    Panie Grzegorzu,
    gratuluję i sugeruję trzymać wina w innym, chłodniejszym miejscu.

    Pozdrowienia.

    P.S. Spieszę również donieść, że na 5 różnych butelek różowego Urbe Augusta (recenzowałam je w notce o portugalskiej ofercie Biedronki), których miałam okazję próbować, jedna była całkowicie niepijalna.

  6. Jakby nie patrzeć zwyciężyli w tym temacie wszyscy: mały importer, wielki importer, winomaniacy, oba roczniki przedmiotowe czyli 2011 i 2012, klienci kupujący wina często i od święta … wszyscy! A najwięcej chyba sam producent …
    Oby więcej takiego hałasu o coś* :)

    * oby więcej takich „cosiów” trafiało pod nasze strzechy za tak przyzwoite pieniądze ;)

  7. Piotr W pisze:

    Oh, to bardzo dobre wino jest… Sam znany importer X lat temu (hmmm 5 ?) kazał mi spróbować i nie żałowałem tej uległości… ;-) I jeszcze było takie inne ale chyba z wyższej półki – Quinta Valle di Maria… Pozdrowienia dla kolegi TPB :-D

  8. KrisM pisze:

    Kartonik zakupił i wypił z przyjaciółmi. A leżakować to ja będę. Pozdrawiam

  9. Paolo pisze:

    Wlasnie jestem aktualnie w hotelu Quinta do Vallado i musze przyznac, ze robia dobre wina. Najbardziej pezypadly mi do gustu Reserva i Adelaide. Robia tez swietne porto – Old Tawny i Vintage Adelaide.
    Bazowych win nie polecam, przynajmniej tym ktorzy gustuja w dobrych winach.
    To samo dotyczy Quinta Vale D.Maria – mysle ze maja jeszcze lepsze wina anizeli Vallado, roznica nie jest duza ale jednak jest.
    Piekna okolica i polecam kazdemu milosnikowi wina wpasc tutaj chocby na kilka dni.
    Pozdrawiam
    Paolo

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>