Osiem dych zmienić w milion dolarów

Pomijając nostalgiczne powroty do dostępnego na światowych lotniskach markiza de Riscal, rioję kupuję rzadko. Waniliowo-czereśniowe aromaty i wypolerowana materia nie nęcą już jak w czasach, kiedy w sklepach królowała cierpka i grubo ciosana Sophia. Jeszcze u początków Mielżyńskiego na Burakowskiej, rioja crianza stanowiła jeden z moich najbezpieczniejszych codziennych zakupów. Robert Mielżyński miał wtedy dużo czasu, by wychodzić przed sklep i mamić przechodniów kieliszkiem wina, często właśnie atrakcyjnej riojy, co udawało mu się z powodzeniem – Valserrano i Lan należały do najczęściej pojawiających się etykiet na warszawskich imprezach. Sentyment do nich jest więc oczywisty: świat sprzed Lan i Valserrano był światem bez Mielżyńskiego na warszawskiej mapie, czyli światem zgoła innym. Odstawmy jednak sentymenty na bok.

Jak dziś smakuje Valserrano, kiedy rynek i nasze smaki ewoluowały? W piątkowy poranek Robert Mielżyński wraz z właścicielem posiadłości Viñedos y Bodegas de la Marquesa Pablem de Simónem urządzili pionową degustację Reservy Valserrano.

Rioja Alavesa, gdzie leży posiadłość, to najbardziej na północ wysunięta część Riojy. Na jej klimat wpływa bliskość Atlantyku – jest tu chłodniej i więcej pada niż w pozostałych riojańskich podregionach. Podręcznikowo uznaje się, że wina z Alavesy są najlżejsze i cechuje je największa finezja. Bez wątpienia Valserrano są subtelnie zbudowane, bez nadmiaru słodyczy i koncentracji, które mogą męczyć w wielu hiszpańskich winach. Przyjemne, aczkolwiek nieco monotematyczne za młodu, poza soczystym czereśniowym owocem i delikatnym beczkowym makijażem, niewiele mają do zaoferowania. Na Valserrano Reservę warto jednak poczekać. Roczniki 1998 i 2002 (2001 miał nieco liściasty finisz, wątlejszy owoc i wciąż niezintegrowane drewno) dają dzisiaj  szczyty winiarskiej przyjemności. Beczka rozwiała się już w nicość, do jednowymiarowych owocowych aromatów dołączyły złożone ewoluowane nuty, faktura zmiękła, wyszlachetniała, wina nabrały głębi, a dzięki energetycznej kwasowości, wciąż jest w nich mnóstwo życia; osiągnęły, jak to się mówi, pełną harmonię i smakują jak milion dolarów. Rocznik 2004, który w butelce magnum kipiał od świeżej słodkiej czereśni (w butelce 0,75 zdecydowanie był jeszcze nie do picia), dawał dużo radości, znaczył jednak granicę między znakomitością wina a jego prostolinijną smacznością. Znajdująca się obecnie w sprzedaży u Mielżyńskiego Valserrano Reserva 2006 o sutej, mięsistej materii, świetnej koncentracji owocu i drobnoziarnistych garbnikach zapowiada się na wino równie długodystansowe jak 1998 i 2002. Warto je kupić dzisiaj za 78 zł i odłożyć. Zamrożona suma jest niewielka, a do wygrania zaskakująco dużo.

Szczęśliwi degustatorzy

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Hiszpania, Rioja i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Osiem dych zmienić w milion dolarów

  1. Okej. Zaryzykuję i kupię. Ile trzymać te prawie osiem dych?

  2. Ewa Wieleżyńska pisze:

    Kota w w worku nie kupujesz, bo przecież piłeś te wina. Moim zdaniem 14 lat jest dla nich granicą. 1998 (byly dwie butelki, jedna już schodząca, druga ewoluowana, ale ze wspaniałym żywym jeszcze owocem) – zdawał się szczytem, jaki te wina mogą osiągnąć.

  3. Kota w worku nie, ale potencjał do starzenia dla danego rocznika tak.

    Zrobię ten test. Jak Do zobaczenia za 10 lat! :)

  4. Wrocław pisze:

    Muszę to sprawdzić…