Wino jako performance

 

Zielonkawe - typowe dla vermentino refleksy

Czy chciałabyś się napić wina wyłowionego z morza? - spytał w słuchawce głos TPB – Pytanie! Od razu pomyślałam o szampanach wydobytych z dna Bałtyku, które podobno po 200 latach potrafią smakować znakomicie, jakby w ogóle się nie zestarzały. Nurek, który w pobliżu Wysp Alandzkich natknął się na 168 butelek szampanów z 1830 roku, wypuszczonych przez nieistniejący już dom Juglar, a także Veuve Clicquot i Heidsiecka, tak opisywał odkorokowane przez siebie wino: “Było pyszne, miało bardzo słodki smak, mnóstwo małych bąbelków, dało się w nim wyczuć smak dębiny i silny zapach tabaki”. Widać, że facet znał się nie tylko na nurkowaniu. Ale dąb i tabaka po tylu latach? Jakby dopiero opuściło beczkę?  

Spumante, które przywiozła nam do degustacji Elżbieta Poletti, nie zatonęło wraz z statkiem, nie płynęło transportem do cara, pochodziło z rocznika 2008 i zostało spuszczone w odmęty Morza Liguryjskiego na 18 miesięcy celowo. Podobno Pierluigi Lugano, właściciel Cantina Bisson w Ligurii, którego spokojne wina z lokalnych odmian: vermentino i bianchetty cieszą się dużą renomą, marzył o tym, by robić wina musujące, ale nie miał miejsca w piwnicy, by je dojrzewać. Był poza tym przekonany, że morze dojrzewaniu win musujących służy – temperatura jest niska i stała, podwodne prądy wstrząsają delikatnie osadem, nie ma dostępu światła, nie ma najmniejszego dostępu tlenu, a przeciwciśnienie wody wpływa na lepszą pienistość bąbelków (???) 

Jakkolwiek by nie było, Abissi (bo tak zostało ochrzczone spumante metodo clasicco, kupaż vermentino i bianchetty) bąbelki miało niezwykle finezyjne: drobne, łagodne i trwałe. Praktycznie bezwonne, w smaku głównie winne, zupełnie wytrawne (zero dosage) i porządnie kwasowe – piło się je bardzo przyjemnie, choć przyjemność tę wzmagała otchłanna nazwa i widok butelki porosłej algami (szczęściarze mogą trafić na butelkę z ostrygą czy rozgwiazdą, pieczołowicie zaszuszoną pod plastikiem). Na srebrnej plakietce wyczytałam, że wino dojrzewało na dnie chronionej strefy morskiej Portofino; informację, że powstało w apelacji Golfo del Tigullio znalazłam dopiero na wiszącej u szyjki karteczce. Sprytnie. Portofino wszystkim się jakoś kojarzy, o Golfo del Tigullio nikt nie słyszał. Można złośliwie autora podejrzewać o marketingową sztuczkę. Albo odwrotnie: wydziwiać dziennikarskie tezy, że Pierluigi Lugano pogłębia kocept terroir, powierzając proces dojrzewania wina całkowicie naturalnemu środowisku. Można też podejść do rzeczy bez emocji i spojrzeć na cały pomysł z ekopraktycznego punktu widzenia: podwodne piwnice to najbardziej energooszczędne rozwiązanie. Pierluigi Lugano, z wykształcenia artysta malarz, wygląda jednak na faceta, który chciał przede wszystkim urządzić happening. Trzeba powiedzieć, udany: każdy przy stole maca butelkę, każdy by ją chciał wziąć do domu, każdy mówi, że to wino-gadżet, ale jednocześnie rozprawia coś o morskim słonym finiszu i zielonkawych morskich refleksach.  Z 40 euro, jakie trzeba zapłacić za to wino we Włoszech, 2/3 płacimy za stojący za nim performance.

Abissi - wino starzone w morzu

Ten wpis został opublikowany w kategorii Liguria, Włochy i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Wino jako performance

  1. powidziałbym – jest niefajnie. 40 ojro za butelkę, w której 2/3 to marketingowy bull****. trochę drogo. może bardziej dla hipsterów. albo nowobogactwa drobnomieszczańskiego.
    to nie dla ludzi, takich normalnych. nie lubię to :)

  2. Ewa Wieleżyńska pisze:

    Nie powiedziałabym, że aż od razu niefajnie. To poza marketingiem, jest fajne, choć dosyć proste wino. Marketing też mi się wydaje w tym przypadku fajny. Zresztą, czy to pierwszy raz płacimy za opowieść stojącą za winem? Cena większości pożądanych butelek tego świata stoi jakąś opowieścią. Osobnym jest pytanie, za jakie smaki i za jakie opowieści chcemy płacić. Być może jest, jak napisaleś, że „normalni” ludzie płacą tylko za dobrą relację jakości do ceny.

  3. Okej, mówimy o kwocie 40 EUR (ciekawe ile by kosztowało w Polsce na półce…). Po dzisiejszym kursie z NBP to około 165 zł. To jest dużo za dużo czy okej jak na tę bajkę marketingową?

    A co do samej bajki, to jestem mega fanem i mi się bardzo podoba. Od tego jest marketing, tylko nie wiem czy w tym przypadku to zadziała (nie działający marketing nie jest fajny;).

    Wiesz, gdy pojawiają się słowa „dosyć proste wino” w zestawieniu z kwotą 40 EUR to wydaje mi się, że mimo barwnej bajki, jednak jest NIEfajnie.

  4. Wrocław pisze:

    no nie tanio….

  5. Ewa Wieleżyńska pisze:

    @ maciek fajnie – niefajnie, ale chyba działa, bo to wino powstaje już od trzech roczników.

  6. Mario Crosta pisze:

    Prosze skrzystac z tlumaczeniem przez google to http://www.cronachedigusto.it/archiviodal-05042011/330-il-caso/7741-lad-baglio-di-pianetto-al-prowein-successo-per-il-vino-siciliano-ma-fuori-lo-stand-sicilia-molti-casi-di-imitazione.html

    Mozna dowiedziec ze trzy dni temu w zajazdzie kolo Pro-Wein producent Gavi znalazl jego wina za 36 euro. Ciekawa cena, poniewaz on sprzedal to samo wino do importera niemieckiego za 2 euro!!! Oprcz tego, znalezono takze wina \”sycyliskie\” falszywe, butelkowane gdzies…

    Uwazajcie zawsze na wszystkie te oszustwa.

  7. Mario Crosta pisze:

    Dodaje, ze ja tez znalazlem w Gdynii jakis Valpolicella 16 razy drodsze niz cena zaplacona do producenta. Czyli nie tylko niemcy sprzedaja proste wina jako wina luksusowe. Niestety to nie marketing: to kradziez!