Dokąd na szampana w Warszawie?

Do niedawna ochota na kieliszek szampana w stolicy zdawała się wybrykiem natury. Mało kto szampana na kieliszki serwował, a ci, którzy serwowali, robili to za odleciałe w stratosferę ceny. Przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie chce płacić za kieliszek Brut Impérial ponad 70 zł, za którą to cenę chodził Moët-Chandon, chociażby w warszawskim Bristolu. Dziś zastąpił go podstawowy Mumm, którego kieliszek kosztuje 75 zł. Lepiej się napijemy w Reginie, gdzie za świetnego szampana od małego producenta Alaina Bernarda – Dizy Premier Cru Brut, a także za Billecarta-Salmona Reserve Brut zapłacimy złotych 68 (chociaż przy cenie 99 zł za butelkę tego pierwszego w Domu Szampana, marża jest gigantyczna). Rozumiem prawa eleganckich hoteli, smutna to jednak  rzeczywistość, w której kieliszek prostego szampana jest rzadko spełnialnym kaprysem w ekskluzywnym przybytku. Dlatego świetnie, że wysypało nam trochę barów szampańskich – od lutego, niczym grzyby po deszczu, pojawiły się w Warszawie aż trzy. Co zabawne, każdy z nich głosi, że jest pierwszym. I deklaruje, że nie wie o istnieniu pozostałych.

 MIMOCHODEM

 La Champagnerie, Galeria Mokotów, ul. Wołoska 12

Zupełnie nieekskluzywnie i dosłownie en passant możemy się napić szampana w La Champagnerie w Galerii Mokotów, gdzie za bar robi kilka białych foteli ustawionych w korytarzu na pierwszym piętrze obok Furli i Longchamps. Co prawda centra handlowe są ostatnim miejscem, gdzie chciałabym spożywać cokolwiek, a tym bardziej umawiać się na szampana z kimkolwiek, zwyczaj świętowania zakupów szampanem (o którym opowiadał mi przemiły barman) jest dla mnie niepojęty, zachowania w stylu „poczekaj tu, kochanie, a ja kupię torebkę” – też obce, ale rozumiem, że dla tych, którzy latają po piętrach w zakupowej delirce, kieliszek Moëta może być wytchnieniem. Napijemy się tu na kieliszki szampanów z wszystkich domów (oprócz Kruga, ten jest na butelki) koncernu LVMH w rozsądnych cenach. Kieliszek Brut Impérial – 29 zł. Kieliszek podstawowej Veuve Clicquot – 32 zł. Blanc de Blancs Ruinarta – 49 zł.  Ceny butelek na miejscu takie jak ich ceny w sklepach; bar jest ewidentnie wehikułem reklamowym szampańskiego giganta. Przekąski przygotowuje Café Bristol.  Bezpretensjonalnie i sympatycznie (o ile w centrum handlowym sympatycznie być może); tym, którzy nie stronią od zakupów w Galmoku, polecam.

Przyszli konsumenci Moëta

 MONEY, MONEY, MONEY, MUST BE FUNNY

Flaming & Co Champagne Bar, ul. Mokotowska 43

Ten bar ma wielki atut: świetną lokalizację w miłej części miasta i okna z widokiem na świat, a nie witryny sklepowe. Przychodzić by tu można po prostu dla szampana, a nie po to, by opijać nim zakupy (o czym również dalej), gdyby ceny i wybór na kieliszki były lepsze.  Na kieliszki – dostaniemy tu Brut Impérial – 49 zł i Ruinart Blanc de Blancs – 69 zł, co nawet biorąc pod uwagę fakt, że szampany te zostały zakupione od importera, a nie sprowadzone samodzielnie, jest dużo za dużo. Oraz rocznikowego Dom Pérignon za 99 zł. Zdecydowanie lepsze ceny na butelki (poniżej wklejam kartę). Najlepsza relacja jakości do ceny: Larmandier-Bernier Brut Tradition. Na plus, dosyć zróżnicowana karta, która jeszcze ma się poszerzyć.  Dostępna też jest obszerna lista innych win i trunków, spisana jednak w sposób skandaliczny – o ile przy szampanach mamy nazwy producentów (choć nie zawsze już konkretnego szampana), uznano je za zupełnie nieistotne tam, gdzie mowa o franciacorcie, brunello di Montalcino czy pinot blanc z Alzacji; niestety w karcie jest też sporo literówek (błędy skądinąd nagminne w warszawskiej gastronomii). Oprócz zimnych, są też przekąski na ciepło. Nienajlepiej jest z wystrojem, choć to kwestia indywidualna, ale czy musimy od razu pić szampana w towarzystwie Jamesów Bondów, Hitchcocków, kobiet z torebkami od Louis Vuittona, których wystylizowane zdjęcia zdobią tutejsze ściany? W klimat fotek satyrycznie wpisywała się Abba z Money, money, money, must be funny in the rich men’s world.

We Flamingu zdecydowanie bardziej warto zamawiać butelki

NAJLEPSZY SZAMPAN W MIEŚCIE

Bar 13 with René Geoffroy, ul. Bracka 9

Pomimo kompletnie surrealnego anturażu, jaki stanowi luksusowy dom handlowy Likusów Wolf Bracka, gdzie obsługi i manekinów jest więcej niż klientów, tamtejszy bar szampański po prostu lubię. Brak tu dziennego światła i człowiek chciałby usiąść wygodniej, ale rozumiem, że koncept znowu jest taki, by posadzić na moment misiaczka, gdy przymierza się buciki, ewentualnie stuknąć się z misiaczkiem kieliszkiem, wznosząc toast za jego szczodrość. Pal sześć jednak koncept. Diapazonowość kamiennych ścian, niewygodę metalowych krzeseł i widok na smutne czarne kukły w ubraniach od Lanvina (a może Gianfranco Ferré, nie pamiętam), całkowicie odkupia miła obsługa, a przede wszystkim najlepszy w swojej cenie na kieliszki szampan w mieście. Likusowie promują tu sprowadzanego przez siebie małego szampańskiego producenta René Geoffroy, którego podstawowe Cuvée Expression, bijące na głowę, w moim przekonaniu, Moëta, kosztuje za butelkę 145 zł. Cena za kieliszek: 29 zł. Pięknym, już bardzo złożonym, szampanem jest Volupté: 245/49 zł. Wszystkie szampany Geoffroy są dostępne na kieliszki. Znacznie gorzej jest tu z cenami szampanów wielkich domów; te zdecydowanie taniej spożyjemy na Mokotowskiej, nie mówiąc już o szampanach LVMH – które mają bezkokunkeryncyjne ceny w Galmoku, ale z drugiej strony nie znam nikogo, kto w podobnej scenerii chciałby pić Kruga. Kanapki za to są tutaj lepsze i tańsze niż we Flamingu (5 zł), podobnie jak ostrygi – za 3 ostrygi u Likusów zapłacimy 18 zł, za jedną na Mokotowskiej -10 zł.  

Nie udało mi się uciec od wulgarnej buchalterii. W kolejnym wpisie ani słowa o pieniądzach, obiecuję.

Widok z baru Likusów

Ten wpis został opublikowany w kategorii wine bary i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

24 odpowiedzi na „Dokąd na szampana w Warszawie?

  1. ..jak na początek to ceny szampanów na warszawskim rynku są stanowczo wysokie, szczególnie grande maisons oddalają ewentualnych nabywców. To dosyć naturane zjawisko,które wiąże się niestety z brakiem znajomości tudzież kultury od srtony konsumenta,czy też,jeszcze gorzej samego importera. Kwestia czasu. Z kilkuletniego doświadczenia w branży winiarskiej ze sczególnym akcentem na bąbelki francuskie,gdzie przeważały etykiety małych vigneron Récoltant Manipulant Grands Crus rocznikowe,mogę stwierdzić bez cienia wątpliwości iż, mali produktorzy są idealnym i originalnum wyborem w stosunku do znanych i kosztownych wielkich domów. Nie chodzi tutaj tylko o cenę produktu, ale o szczególny smak i niepowtarzalne charakterystyki jakimi się odróżniają od standardowych słynnych np. Moetów. Paul Clouet (Bouzy), R. et L. Legras ze swoim wspaniałym grand cru 1990 blanc de blancs (chardonnay 100%), czy też wspaniały i bardzo terroir Egly Ouriet ze swoim cuvvé pinot noir 100%,..i wiele wiele innych wiernych interpretacji terytorium Montagne de Rims, Vallée de la Marne, Cote des blanc, Cote des Bar ze swoimi grands crus 100%, Ay, Tours -sur-Marne, Cramant, Verzy …….

  2. Ewa Wieleżyńska pisze:

    To już jest kolejny początek:) Na początku był Moet za 75 zł kieliszek, teraz mamy Geoffroy za 29, więc duży postęp. Ceny wielkich domów w barze w Galerii Mokotów też więcej niż przyzwoite. Za butelkę na miejscu zapłacimy tu nierzadko taniej niż w sklepie.

    Ale oczywiście zgadzam się z Panią co do kwestii oryginalności RM. Sama na ogół wolę szampany małych producentów niż wielkich domów.

    Czy grandes maisons oddalają ewentualnych nabywców, tego nie jestem pewna. W Polsce nadal bardziej przekonująco działa siła marek, takich jak Veuve Clicquot, Dom Perignon czy Moet-Chandon niż nieznane nazwiska małych producentów, nawet jeśli są konkurencyjni cenowo. Ale staramy się zmieniać tę świadomość. W najnowszym numerze Magazynu Wino poświęconemu Szampanii piszemy sporo o małych producentach.

    Pozdrowienia!

  3. cerretalto pisze:

    Szanowna Pani, z pozdrowieniami od konsumenta z potencjalnym tzw. „brakiem znajomości tudzież kultury”, tak by złapać jakiś poziom, parę cen szampanów Egly-Ouriet, którego zresztą bardzo lubię oraz Moeta, z bardzo dobrego sklepu francuskiego:

    EGLY- OURIET BLANC DE NOIRS 82,00 ?

    EGLY- OURIET TRADITION GRAND CRU 36,00 ?

    EGLY- OURIET GRAND CRU V.P EXTRA BRUT 60,00 ?

    EGLY- OURIET GRAND CRU 2003 83,50 ?

    MOET & CHANDON BRUT IMPERIAL 31,00 ?

    MOET & CHANDON MILLESIME 2002 43,90 ?

    Prawdę mówiąc nie bardzo rozumiem co Pani chciała przekazać. Dobra marka ma dość powszechną dostępność i nalepkę. A te w szampanie są bardzo ważne. Z wyjątkiem niewielkiej grupy freaków mało kto „degustuje” – szampan służy po prostu przeważnie do innych celów. A 29zł za kieliszek to wcale nie jest zła cena jak na Polskę – spróbuję przy okazji. Pardon, zdegustuję :) .

  4. Ewa Wieleżyńska pisze:

    Oj cerretalto, już się tak nie unoś. Pani Agnieszka Futa napisała, że nie chodzi tu tyko o cenę produktu, ale o smak. Zresztą te 36 euro za Tradition Cru Ourieta wydaje mi się niezwykłą okazją w porównaniu do 31 za podstawowego Moeta. A Geoffroy koniecznie się napij:)

  5. cerretalto pisze:

    Ajtam, ajtam, od razu nie unoś się. Ten podstawowy Egly-Ouriet nie jest przecież tak łatwy do kupienia jak ten Moet. I nie jest tak ładnie reklamowany :) . Było trochę o tym na sstarwines.

    Napiję się, ale tymczasem polecam z tego samego sklepu:

    LOUIS CHESNEL CARTE D’OR 14,90 euro, bo znaczek euro nie działa – 8 lat po wejściu do UE :)

  6. Ewa Wieleżyńska pisze:

    Dzięki, spróbuję. Egly-Ouriet bardzo trudny do kupienia. I z zasady nie przyjmuje dziennikarzy. Jak twierdzą niektórzy, to taka marketingowa strategia (mniej kosztowna niż Scarlett).

  7. cerretalto pisze:

    Za każdym razem jak kupowałem tego podstawowego Ourieta, to mogłem kupić max 2 butelki. Z droższymi bywało lepiej. Czyli mają dość złożone podejście do marketingu :) .

    Jak się jest w ciekawym miejscu ze Scarlett na wielkim banerze, zwłaszcza wieczorem, to zdecydowana większość raczej będzie miała większą radochę z tego Moeta niż z czegoś bardziej ambitnego :) . Dla mnie kontekst to bardzo ważna część „tradycji szampańskiej” :) .

  8. Drogi Cerretalto,
    Pani Ewa Wieżyńska zinterpretowała poprawnie sens mojego komentarza, maiałam na myśli edukację smaku (która wymaga czasu,cierpliwości,doświadczenia). W rzeczywistości przykład Eagly Oriet może wprowadzić w błąd, będąc champagne trudnym do zdobycia na rynku (ceny przesadnie wysokie) w dodatku mający złożony charakter. Ceny bezpośrednio u producenta są stanowczo niższe (około 25 € za bazę), niestety konsument jest ofiarą łańcucha handlowego, i często tajemnicze dynamiki marketingowe oddalają zdezorientowanego potencjalnego klienta.
    Zgadzam się co do contestu pana „tradycji winiarskiej”,podczs l”icznego” wieczoru „na stoąjco”Premier Cru Aubry jest fenomenalny (cennu niższe od niektórychroczników Franciacorti) natomiast w ścisłym gronie i z odpowiednimi osobami preferuję się delektować rasowym Francis Boulard Petraea XCVII Brut Nature.
    Z poważaniem

  9. Ewa Wieleżyńska pisze:

    Dostałam informację, że błędnie nazwałam bar w VitkAcu, Poprawna nazwa brzmi: Bar 13 with Rene Geoffroy, więc zmieniam w tekście.

    @cerretalto: kontekst jest pomyślany tak, by Moet tu Ci nie smakował:)

  10. cerretalto pisze:

    Context matters :) . Prawdę mówiąc podstawowego Moeta jako szampana nie cenię specjalnie, z tych „masowych” wolę nieco droższego Bollingera, Roederera czy Veuve Clicquot a z tańszych Pol Rogera. Wielu ludziom bardzo się podoba dostępność niedrogiego kieliszka szampana w restauracjach, centrach handlowych, na lotniskach itp. Numer o szampanach wciąż czytam :) .

  11. Pani Ewo,
    pardon za błędne napisanie swojego nazwiska, zdarza się, że pośpiech płata niesympatyczne figle.

  12. Ewa Wieleżyńska pisze:

    Pani Agnieszko, czytałam tak szybko, że nie zauważyłam:)

  13. Ewa Wieleżyńska pisze:

    @ cerretalto Myśmy (tzn. TPB, AD , MB i ja) mieli wrażenie, że ten podstawowy Moet ostatnio się bardzo poprawił i wręcz nam w Szampanii smakował, wyprzedzał Veuve Clicquot ( cały czas mocno dozowaną) znacznie. Mniej mi się już Moet podobał w Warszawie, kiedy zestawiłam go na degustacji z innymi szampanami, w zbliżonych cenach. Grupa wręcz mi powiedziała, że zrobiłam tak specjalnie, by udowodnić jego słabość, choć wcale tak nie było.

  14. cerretalto pisze:

    Jak się robi taaaką kampanię, to trzeba mieć niezłe zaplecze w dzisiejszych czasach :) . Wiem, że przepłacam trochę za te wielkie marki (i nie mówię o cenach w Polsce), ale ich poważną zaletą jest dostępność. Mali producenci są znani w wąskich gronach a szampan jest bardzo związany z różnymi dosć „szybkimi” okazjami więc jak nie mamy pod ręką zaufanego sprzedawcy to kupujemy marki.

  15. Mario Crosta pisze:

    Cerretalto ma swietna racje kiedy o wielkich markach pisze „ich poważną zaletą jest dostępność. Mali producenci są znani w wąskich gronach a szampan jest bardzo związany z różnymi dosć „szybkimi” okazjami więc jak nie mamy pod ręką zaufanego sprzedawcy to kupujemy marki”. Mamy uczyc ludzi traktowac szampan jajk „wino” na obiad, zamiast zwyczajnego czerwonego czy bialego o tej samej cenie. Nie ma zadnego wina z takim latwym i udanym polaczeniem do roznych potraw, jak jest szampan. Musimy powiekszyc konsumpcji musujacych Trento, Oltrepo Pavese, Franciacorta, Cava, Prosecco di Valdobbiadene, Champagne i bedzie latwiej znalezc na rynku takze malych maisons. Dopoki tego nie zrobimy, w Polsce bedzie trudno. Jabym byl optymista, poniewaz konsumpcja szampana znacznie rosnie w krajach wschodnych (bylych COMECON) i popyt tez. Radzmy ludzi w tym kierunku!!!

  16. cerretalto pisze:

    Właśnie. Jest wiele dobrych win musujących z innych regionów niż Szampania, często są tańsze lub dużo tańsze. I dobrze schłodzony kieliszek w różnych miejscach bardzo może poprawić humor. Oraz apetyt :) .

  17. Mario Crosta pisze:

    Szczerze mowiac, drogi Cerretalto, bardzo rzadko dzisiaj moge wzruszac sie spokojnym czerwonym czy bialym winem, poniewaz w ciagu 43 lat picia juz pilem je za duzo. Znam wszystkie granicy mozliwosci smakow i aromatow. W takich warunkach lepiej rozkoszowac sie szampanami: jest ich duzo, o roznych cenach, o roznych poziomach jakosci i moge je pic bez dna, zamiast wody. Przy obiedzie czy kolacji, oczywiscie, lub po alkowie (podkreslam po…!!!).

  18. Pingback: Koniec koszmaru « Wojciech Bońkowski

  19. Mario Crosta pisze:

    Jezeli w Krakowie hipsterzy pewnie delektuja sie tym medialnym obecnie szampanem, co pisac o warszawskich, prawdopdobnie delektujacych sie najgorszym byle jakim Orvietem z posmakiem atramentu ale i medialnie pochwalonym w nowym komercyjnym blogu „najlepsich”?

  20. cerretalto pisze:

    Mario, tak to czasem bywa przy wróżeniu z jednej butelki a w zasadzie z jej resztek :) . Moje nierocznikowe Ouriety zdegorgowane (czy jak to się tam tłumaczy) w 2007 i 2008 nie miały żadnych oznak starości w 2011 a jeden nawet w 2012.

    A co do poprzedniego Twojego wpisu – apetyt wzrasta, ale możliwości słabo nadążają… ;-)

  21. Mario Crosta pisze:

    Cerretalto, w sobote bylem w Czechac (z Bielska tam czesto jedziemy na zakupy), kupilem duzo butelek Soare Sekt aby sprawdzic czy tez tamte musujace (od 18 do 35 zlotych…) moga przyzwoicie towarzyszyc domowym daniom a moge pisac, ze tak. Nie ma potrzeby wrozenia z jednej butelki a w zasadzie z jej resztek :) … Po prostu nie kombinuja podrobkami jak raczej robia niektorzy Wlosi. Sasiedzi potrafia starannie produkowac przyzwoite tanie wina zwlaszcza szczerze. Mozna pic codziennie takze za 12 zlotych a nie chorowac z wloskimi smieciami o podobnej cenie. W Biedronce jest np. Tova z Portugali. W Polsce Cava tez jest tania, prawdziwe Igristoje z importu tez (podkreslam z importu!), niektore Champagne francuskie w Auchan czy w Lidlu tez. Jest co kupic i pic, co doradzic takze niebogatym konsumentom. Po co pochwalic prawdziwe obrzydliwe trunki cyprusowe zdatne tylko do kibla?

  22. Marcin pisze:

    W poszukiwaniu bąbelków na stołecznej mapie, proponuje zobaczyć ofertę restauracji Dyspensa, lokal mieści się obok Flaming Baru. Premier Cru – 18 zł za kieliszek, Grand Cru Ambonnay – 22 zł kieliszek, trudny do kupienia Egly-Ouriet w wersji Tradition Brut – 299 zł za butelkę, tegoroczne Grand Prix Magazynu Wino – Le Mesnil Grand Cru Blanc de Blancs – 209 zł butelka i wiele innych. Nie wklejam linka sami znajdziecie. Jednym słowem Épernay na Mokotowskiej.

  23. Ewa Wieleżyńska pisze:

    Hasło Épernay na Mokotowskiej bardzo mi się podoba:) A jakie to Premier Cru podaje się tam za 18 zł i od jakiego producenta jest Ambonnay?

  24. Marcin pisze:

    Oba od Récoltant-Manipulant. Nie chciałbym naruszać reguł blogu i robić bezpośredniej reklamy, menu szampańskie jest dobrze opisane na stronie restauracji, ale na prośbę podpowiadam :)
    Alain Bernard Tradition Premier Cru Dizy Brut – 18 zł
    Bernard Brémont Grand Cru Ambonnay Brut – 22 zł