Houellebecq, kobieta po trzydziestce i malbec

Jest dziś zbyt upalnie, by stroić się w polityczną poprawność. Nie lubię malbeka i już. Nie myślę tu o atramentowym, szorstkim i nieco dzikim cahors, lecz współczesnym, argentyńskim wcieleniu tej odmiany. Ugłaskanym i wymuskanym, które zrobiło z malbeka celebrytę.

Parę lat temu do Warszawy przyjechał Michel Houllebecq, którego dwie powieści miałam okazję tłumaczyć. Po spotkaniu w Gazecie, gdzie wszyscy ze wszystkimi się pokłócili, koniec końców wylądowałam sama z Houellebecq’iem u Mielża.  Był upał taki jak teraz, liczyłam, że napiję się rieslinga, Houellebecq jednak powiedział, że rzadko pija wino, a jeśli już, to malbeka. Siedzieliśmy więc w gęstym powietrzu nad gęstym płynem, kultowy pisarz, najwyraźniej niedomagający, bo opatulony w zimową kurtkę i zadowolona z życia pańcia, której marzył się szampan. Pisarz natomiast raz po raz ospale odwracał wzrok za sięgającymi wysoko nogami, które stukały w te i wewte na trasie do toalety, aż wreszcie zagaił rozmowę: „Wiesz – stwierdził – kobieta po trzydziestce bez operacji plastycznej, nie da rady…”  

Przypomniało mi się to zdarzenie na sympatycznej kolacji zorganizowanej przez Ambasadę Argentyny z okazji Dnia Malbeka. Mieliśmy w kieliszkach najlepsze malbeki dostępne na polskim rynku, które wybrał Matias Glusman, odważnie zestawiając je z różnymi daniami i jeszcze odważniej poddając te zestawienia naszej ocenie. Ze wszystkich win najbardziej pijalny wydał mi się Malbec Melipal 2009 (Winkolekcja) z wstrzemięźliwą jak na argentyńczyka owocowością; dobrą, zdawałoby się, naturalną kwasowością i wyraźnie zarysowanymi taninami. Klasę trzymał Kaiken Ultra 2009 od Montesa (Sommelier/Domaine Menada) – bez przesadnej ekstrakcji, harmonijny, nie tylko bujny i mięsisty, ale też solidnie zbudowany. Żadne z podanych win nie nadawało się jednak do jedzenia. Zakrzykiwały każdą potrawę – zalewały ją oleistą materią, niszczyły rozbuchanym alkoholem, mordowały zbyt słodkim owocem i nic tu nie pomogło nachalne dokwaszenie (w Trapiche Single Vineyard Jorge Miralles 2008 [Centrum Wina], który bardzo się niemal wszystkim podobał, kwas aż wżerał się podniebienie). Jakiś dialog wywiązał się dopiero przy befsztyku, choć najlepiej do niego sprawdziło się Grand Vin 2007 od Cuvelier Los Andes (Mielżyński)w którym malbec jest poważnie uzupełniony cabernetem dającym winu charakterny twardy garbnik.  

Niektóre wina dążyły do elegancji, inne się na nią nie siliły, ale wszystkie cechował przerost ciała nad intelektem. To były wina napompowane, po licznych korektach i liftingach – karykaturalnym tego przykładem był Ice Wine Las Perdices (Winkolekcja) z mrożonych winogron. Nie było tu czego interpretować i nad czym się zagłębiać. Nie było jak wejść w dialog, o czym listów pisać. A jednocześnie każde z tych win zaznaczało mocno swoją obecność i już po pierwszym łyku czuło się w je skroniach. Po pierwszym kieliszku – w łydkach. Zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę nie wiemy, jak smakuje czysty, niewygładzony beczką, niedokwaszony, naturalny argentyński malbec. Jednak taki, jakim go znamy, jest winem na wskroś współczesnym; metaforą opisanej przez Houellebecqa nowoczesności. Powala swoją poprawioną, napakowaną urodą. Na miękko i słodko zagłusza doskonale wieczorną samotność. Wymarzone wino dla singla. W ciężkiej butelce, gdzie dużo wszystkiego: koncentracji, alkoholu i barwy, pozwala nowej klasie średniej poczuć dobrze wydane pieniądze. Nie jest może winem do jedzenia (ale i tak jemy w biegu i na stojąco), ale za to świetnie nadaje się do telewizji. Doprawdy nie wiem, po co niektórzy tracą czas na szukanie wyrafinowanych połączeń filmów i trunków, skoro malbec zawsze nam gwarantuje komfortowe wgniecenie w kanapę.  I o to może w końcu chodzi: zapaść się łagodnie i miękko.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Argentyna, Mendoza i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Houellebecq, kobieta po trzydziestce i malbec

  1. kindofpaul pisze:

    Mam wrażenie Pani Ewo, że napisała Pani ten tekst w taki sposób, by nikt nie chciał się przyczepić. A i tak się znalazł ;) . Wygląda bardzo asekuracyjnie, z jednej strony próbuje Pani wyrazić opinię, z drugiej na siłę szuka kompromisu ze światem…pytanie, czy ze swoim światem…
    Z jednej strony pisze Pani, że „…wszystkie cechował przerost ciała nad intelektem”, z drugiej, że „…świetnie nadaje się do telewizji” . Czyli, że wino nad którym nie ma co się zastanawiać. By później napisać: „…pozwala nowej klasie średniej poczuć dobrze wydane pieniądze” – czyli jeden wielki konsumpcjonizm, im więcej tym lepiej…

    Wilk syty i owca cała ;) Niby napisała Pani co myśli o tej stylistyce pozwalając jednocześnie wszystkim tym konsumpcjożercom poczuć się zadowolonymi z siebie…
    Oportunizm?
    pozdrawiam

  2. kindofpaul pisze:

    A a propos jeszcze Malbec Melipal 2009 – to jedyne wino z listy przez Panią wymienionej, które miałem okazje pić i próbować ocenić. Tak się składa, że akurat przy tym winie, gdy teraz zajrzałem do notatek, idealnie pasuje Pani teza: „…przerost ciała nad intelektem”. Ciało się wylewało ze wszelkich ram…może była i jakaś kwasowość, może i były taniny jakoś tam zarysowane(czy wyraźnie????), ale problem polegał, tak jak przy łączeniu z potrawami, że ekstrakt i dżem zagłuszał wszystko. Nie tylko to co na zewnątrz, a więc wspomniane potrawy, ale mam wrażenie, że i wewnątrz również. To „rubensowskie” ciało przysiadło na wszystkim i się rozlało tak szeroko, że nie sposób było pomyśleć o kwasowości, o taninach, o równowadze…

  3. Ewa Wieleżyńska pisze:

    Drogi kindofpaul, krytyk winiarski może krytykować pewne komercyjne trendy w winiarstwie, ale nie jest od moralnej krytyki konsumpcjonizmu. Zwłaszcza że na ogół sam nie jest ascetą. A w kwestii Melipala: widocznie wszystko jest względne; w zestawieniu z wieloma innymi malbekami wydał mi się winem bardzo pijalnym i zrównoważonym.

  4. Kindofpaul pisze:

    Jeśli nie jest od moralnej krytyki konsumpcjonizmu, nie jest również od jego pochwały…Na tym asekuracja w moich oczach, a Pani wydaniu, wygląda, że krytyka dotyka, owszem, komercyjnych trendów winiarskich, przy jednoczesnej pochwale zadowolenia z dobrze wydanych pieniędzy…Ktoś kto nie czyta pomiędzy wierszami Pani tekstu, byłby raczej zadowolony i utwierdzony w dobrym wyborze…

    Poza tym przedstawiła Pani bardzo ciekawe spostrzeżenie: że nie znamy malbeca, jako wizerunku bez makijażu. To rodzi kolejne stwierdzenie: że nie możemy się wypowiadać nt. tego szczepu – jego typowości, jak powinien wyglądać i smakować…Pozostaje tylko posłuchać, tych którzy nam Go próbują sprzedawać, czy do niego przekonywać…No ale czy powiedzą o swoim produkcie, że nie jest typowy?

  5. Ewa Wieleżyńska pisze:

    Wie Pan, ja nie mam wpływu na to, jak są odbierane moje teksty i to, czy ktoś umie czytać między wierszami. W moim przekonaniu mój tekst nie jest pochwałą konsumpcjonizmu, ale być może jest nieudany, skoro tak został odczytany. Swoją drogą, zupełnie nie widzę powodu, by krytykować zadowolenie z dobrze wydanych pieniędzy, bo to, jak sądzę, jest zdrowy odruch.

  6. Pingback: Pijące buty Houellebecqa « Kontretykieta