Wina do zadań specjalnych

fot. Monica Piscitelli, Campaniachevai

Puryści twierdzą, że wyrafinowanych win lepiej nie pić, gdy na stół wjeżdżają brokuły, brukselka czy jarmuż. Nie mówiąc już o karczochach, fenkułach czy smażonej cykorii, których gorycz białe wina spłaszcza, czerwonym natomiast nadaje metaliczny posmak. Na liście trudnych połączeń znajduje się też kuchnia tajska, indyjska i japońska. Do których do znudzenia poleca się gewürztraminera, rieslinga i grüner veltlinera. Istnieją jednak wina stworzone do gorzkich warzyw, ostrych przypraw, sosów sojowych, curry, wasabi, a nawet polskiemu chrzanowi dałyby radę.  Wina, które niestety są w zasadzie nieobecne w Polsce, a na świecie – wyjąwszy enklawy najlepszych restauracji – należą do najbardziej niedocenianych. Fiano di Avellino i greco di Tufo, powstające w środkowej Kampanii, kilkadziesiąt kilometrów od Wezuwiusza, to jedne z najciekawszych białych win, jakie powstają nie tylko we Włoszech, ale w ogóle. Powstają w krainie o nazwie jakby wyjętej z mitologii: Irpinia, która rymuje się z ich ostrością, mineralnością i ognistą, wulkaniczną ekspresją. Prymat win białych w regionie, które obecnie stanowią około 90% produkcji, ma bardzo krótką historię. Do lat 1970. uprawiano tu więcej szczepów czerwonych, z których najszlachetniejszy aglianico daje tak zwane „barolo Południa“: taurasi. Genialne wina białe zrodziła ekonomiczna potrzeba: rynek włoski czerwienią był już nasycony.

W Irpinii wszystko jeszcze wydaje się in statu nascendi; wiele małych, ciekawych winnic powstało dopiero niedawno, odbierając monopol jedynym dobrze ugruntowanym na świecie markom, jakimi są tutejsi giganci: Feudi di San Gregorio (importer: Mielżyński) i Mastroberardino (importer: Dekanter). Wróciłam z Bianchirpinia – imprezy, podczas której degustowaliśmy 2011 rocznik Fiano i Greco podekscytowana; ewidentnie złych win właściwie nie było, kilka było nudnych, ale znakomita większość powalała na kolana charakterem i energią, i to w roczniku, który należał do niezbyt kwasowych.

W Irpinii trzeba mówić po włosku. Albo przynajmniej po włosku gestykulować. Luigi Sarno sprawia uprzejme wrażenie, że mnie rozumie./ fot. Livia Cosentino

Podręcznikowo za szczep szlachetniejszy uznaje się fiano, które jest bardziej długowieczne od greco, daje wina szczuplejsze i bardziej strzeliste, pełne cytrusowej kwasowości, charakterystycznie słone w finiszu. Fiano di Avellino, które wzbudziły najwięcej moich emocji, pochodziły z Cantina de Barone – młodej posiadłości, gdzie odważnie, bo naturalnie winifikuje Luigi Sarno. Zmieniały się bez końca w kieliszku, ujawniając kolejne warstwy aromatów: curry, suszonych owoców, mirabelkowego dżemu, pigwy, marynowanej cytryny, w ustach były pieprzne i rozgrzewające, ciepłe i kamienne zarazem. Ekscytujące były też wina drugiego naturalisty regionu: Ciro Picariello – dymne i słone, o wstrzemiężliwym schowanym bukiecie, bardziej mineralne niż owocowe. Arcyciekawe, ogniste, pełne tropikalnych nut, zbudowane na delikatnej lotnej kwasowości fiano wypuścił Joaquin. Świetne było też szczupłe, cytrusowo-słone fiano od Colli di Castelfranci. Atrakcyjne, arystokratycznie wysmukłe wino zrobiła posiadłość Montesole. Genialna była Pietracupa, która robi bardzo ekspresyjne wina, o obłędnych bukietach, muślinowej materii, lecz z potężnym ładunkiem soli i pieprzu w finiszu. Bardzo dobrze wypadła elegancka, gładka, harmonijna Tenuta Sarno 1860, a także kremowa, pełna, ale nadal mineralna Villa Diamante.

fot. Tenuta Montelaura

Greco, szczep z natury tłustszy, bardziej przysadzisty od fiano, nie starzeje sie być może równie dobrze, ale za to daje wina o jeszcze większej niż fiano mineralności, pachnące dymem, wędzeniem i krzesiwem o chrakterystycznym orzechowo-migdałowym smaku. Najpiękniejsze, pełne soczystego owocu greco pochodziło znów z posiadłości Pietracupa. Pikantne, wypełnione dojrzałym owocem greco robi Bambinuto. Bardzo podobało mi się też skupione, kamienne Vadiaperti (importer: Monte di Vino); kwasowe, energetyczne Di Marzo; pełne jesiennych aromatów, jakby dłużej macerowane na skórkach i cokolwiek naturalistyczne w swoim charakterze Sella delle Spine, a także rustykalne, dosyć maślane, lecz szczere greco z Cantina dell’Angelo, dla której wina robi wspomniany już naturalista Luigi Sarno.

Marzyłabym, żeby dobre fiano czy greco można było w Polsce kupić równie łatwo jak przyzwoitego burgunda, rieslinga czy furminta. Nie tylko dlatego, że z brokułami i szpinakiem lubię pić wino. Te wina po prostu budzą emocje.

 

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Irpinia, Kampania, Włochy i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Wina do zadań specjalnych

  1. Nie wiedziałem, że fenkuł uchodzi za trudny do „sparowania”. Ostatnio popijałem biedronkowym albariño (fakt, że trochę to wino jest płaskie samo w sobie), kiedyś także jakimś assyrtiko i to połączenie wydawało się idealne. Do smażonej cukinii dodałem kiedyś wytrawnego szamorodnego, match made in heaven. Brukselka: nie jadam zbyt często, ale faktycznie na GP Magazynu Wino jej ofiarą padło kilka niezłych (chyba) czerwonych win. Natomiast solidaryzuję się w 100% z postulatem większej dostępności Greco i Fiano w Polsce. I w ogóle więcej wulkanicznych win!

  2. Ewa Wieleżyńska pisze:

    Ja sama o takich rzeczach dowiaduję się z książek:) Uchodzi ze względu na swój anyżkowy posmak, ale albariño, mozelski riesling, assyrtiko, fiano i greco – wszystko to do fenkuła jest świetne, wbrew obiegowej opinii, że powinniśmy raczej dobierać szczepy niearomatyczne. Lekkie różowe w prowansalskim stylu też dadzą radę. Czerwone natomiast nie bardzo.

    W zasadzie najbardziej niemożliwą parą do wina wydaje mi się tylko gorzka czekolada; tutaj nie znalazałam mojego „match made in heaven”. Bardzo się cieszę, że nie tylko ja tęsknię za wulkanicznymi doznaniami.

  3. Pogryzałem jakieś czekoladki do porto vintage i pasowało mi to bardzo, choć raczej nie mogę powiedzieć, żeby czekolada smak porto wzbogacała (za to było na odwrót).

  4. Ewa Wieleżyńska pisze:

    Teoretycznie para doskonała: porto-czekolada jakoś zawsze mnie rozczarowuje. Ale może chwała Bogu, czasem trzeba pić w końcu herbatę.

  5. Ewa dziękuję za miłe słowa napisane dla Joaquin.

  6. pawel bravo pisze:

    co do fenkułów, to ich zdolność do otępiania kubków smakowych zaowocowała nawet tradycyjnym włoskim słowem „infinocchiare” (finocchio to fenkuł), które oznacza oszukwać, robić w konia – a wzięło się ono od zwyczaju, jaki stosowali nieuczciwi karczmarze, podający na przegryzkę fenkuł, co im pozwalało potem polać najgorsze wino.

  7. Beata sommeglie z Toskanii pisze:

    We Wloszech jest mnostwo wulkanicznych win , do nich naleza tez te,z terenow powulkanicznych .ostatnio bylam w Sienie na super degustacji pod tym tematem.Jesli potrzebujecie cos ciekawego ,chetnie polece .

  8. Rebo pisze:

    Ciekawy tekst Mariusza Kapczyńskiego o możliwych interakcjach czekoladowo-winnych jest tu http://www.vinisfera.pl/wina,127,170,0,0,F,news.html. Pomimo, że jestem wielkim fanem obu wynalazków,ich połączenie jest dla mnie dużym zgrzytem, zawsze.